MKS wygrał VII Memoriał Zdzisława Niedzieli!

źr. facebook Start Lublin

Tytuł chwytliwy… a nawet podchwytliwy, bo niestety dla nas to jednak MKS dąbrowski a nie lubelski zwyciężył w tym turnieju. Ale wygrany horror z Krosnem też cieszy i już spieszę z wyjaśnieniem dlaczego.

Dwa dni koszykarskich emocji w Lublinie za nami. Memoriał Zdzisława Niedzieli to coroczny, prawdziwy przedsmak nadchodzącego sezonu. Taka „truskawka na torcie” przedsezonowych przygotowań. Pech chciał, że pogoda w Lublinie była kapryśna i zewsząd dobiegały nas słuchy o wszechobecnych przeziębieniach i innych jesiennych bolączkach. Niestety, nasza drużyna też padła ich ofiarą. Oprócz Jamesa, który narzekał na drobny uraz kolana i na wszelki wypadek oba spotkania przesiedział na ławce, czterech innych graczy z naszego teamu grało na antybiotykach. Mimo to, udało się wyrwać zwycięstwo w meczu z Miastem Szkła ale na MKS z Dąbrowy Górniczej już nie starczyło sił.

Pary turnieju wyglądały tak, że było pewne, iż w niedzielę czeka nas rewanż. Albo my zrewanżujemy się Legii albo MKS będzie miał szansę na odegranie się za porażkę na ich podwórku. Niespodzianki jednak nie było i w pierwszym piątkowym meczu zespół ze Śląska łatwo poradził sobie z ekipą stołeczną 89:68.

Czarno-czerwoni do meczu z Krosnem przystąpili bez kontuzjowanego Jamesa, przeziębionego Darryla i Bartka Pelczara, który w ten weekend brał udział w rozgrywkach EYBL. Brak centra zza wielkiej wody oznaczał, że po raz kolejny Romek będzie musiał wziąć na swoje barki walkę w pomalowanym. I trzeba uczciwie przyznać, że wywiązał się z tego zadania bardzo dobrze! Był jednym z najwaleczniejszych graczy po jednej, jak i po drugiej stronie boiska – 8pkt, 6zb, 2 bloki. A akcji z drugiej kwarty, gdy trzykrotnie (2 bloki i skuteczna obrona) w ciągu kilku sekund powstrzymał próby przeciwników, nie powstydziłby się sam Dikembe Mutombo Mpolondo Mukamba Jean-Jaqcues Wamutombo! Generalnie był to mecz walki, w którym przez większość czasu byliśmy na prowadzeniu ale Krośnianie deptali nam po piętach do samego końca. I mam tu na myśli NAPRAWDĘ SAM KONIEC. Dopiero trójka Urosa na kilkanaście sekund przed ostatnim gwizdkiem, ustalająca wynik meczu na 71:67, wyjaśniła sprawę. Jeśli mowa o Mirkovicu to kolejny fighter – 10 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty, 4 bloki i 2 przechwyty – zacny dorobek. Gdyby nie fatalna skuteczność z półdystansu (1/7) to mogłoby być więcej punktów. Najlepszym strzelcem, któżby inny jeśli nie Chavaughn – 19 oczek, 5 zbiórek, 3 asysty i 3 przechwyty – też solidnie popracował! W Krośnie zaś, chyba będą mieli pociechę z niejakiego Pinkstona – 18 punktów, 6 zbiórek, 2 bloki i spory potencjał brodatego Amerykanina.

źr. facebook Start Lublin

W niedzielę najpierw poznaliśmy zdobywcę trzeciego miejsca. Miasto Szkła poradziło sobie z Legią ale ozdobą spotkania był występ rudowłosego gracza stołecznego zespołu – Jobiego Walla. Otóż ów skrzydłowy rzucił 27 punktów – wszystkie z dystansu! I to tylko przy 13 próbach. Robi wrażenie. A dodając do tego 11 zbiórek to już wygląda na całkiem efektowne double-double. Mimo wszystko, to nie wystarczyło na mistrzów Podkarpacia, którzy zwyciężyli 87:83.

Finał był meczem, o którym wszyscy chcemy jak najszybciej zapomnieć. Ba! Już w trzeciej kwarcie chcieliśmy zapomnieć, patrząc jak przez 7 minut zdobywamy 4 punkty. Dąbrowski MKS rządził i dzielił całe 40 minut. Najwyższe prowadzenie gości sięgnęło, w 3 ćwiartce, 23 punkty. Wtedy to najwyraźniej było widać w naszych szeregach brak sił i wiary w zwycięstwo. W zasadzie na dogonienie rywali mogliśmy mieć nadzieję przez chwilę, w momencie gdy przestali trafiać w czwartej kwarcie. Niestety był to tylko chwilowy stan. Zresztą od początku meczu trafiali jak chcieli i skąd chcieli, jakby grali u siebie. Nam z kolei nic nie wpadało, nawet czyste rzuty. Zakończyliśmy spotkanie ze skutecznością z gry poniżej 40% – to najlepiej obrazuje jak źle ten mecz wyglądał. Zmęczenie poprzednim dniem, spotęgowane infekcjami i kontuzjami nie pozwoliło na podjęcie walki, przegraliśmy 69:86 i uczciwie trzeba przyznać, że to i tak mały wymiar kary. Lewis zrobił swoje – 18 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty i przechwyt. Oprócz Chavaughna na pochwałę zasługuje Michał – ambitny, walczący, jako jeden z niewielu nie spuścił głowy przy wysokim prowadzeniu przeciwników, zdobywca 11 punktów, 5 asyst i 2 przechwytów. Uros również 11 oczek ale na katastrofalnej skuteczności 28,6%.

Okres przygotowawczy za nami. Solidnie przepracowany, nie bez problemów ale trener chyba powinien być zadowolony z efektów. 13 meczów, w tym 5 porażek. Nadal jest co nieco do poprawienia ale czasu zostało niewiele, bo już za tydzień początek zmagań ligowych. Tymczasem postanowiłem zebrać do przysłowiowej kupy dane statystyczne ze spotkań, których boxscory zostały upublicznione. Oto efekty ->>> KLIK <<<-

Może streszczę tym którzy nie przepadają za widokiem excela i tym co wyznają zasadę tl;dr, choć akurat ci pewnie aż tu nie dotarli…

Najwięcej minut średnio na parkiecie przebywał James – 28 minut i 15 sekund – co nie jest żadną niespodzianką ale, że drugi w kolejności jest Mateusz z wynikiem 27:33, to jest już pewną ciekawostką. Chociaż trochę wynika to z konieczności rotacji polskimi zawodnikami. Trzeci jest Chavaughn 26:07. Poniżej 10 minut średnio przebywali najmłodsi czyli Wojtek Czerlonko i Bartek Pelczar.

Najlepszym strzelcem pre-season był James ze średnią 16,1, drugi Lewis 14,6 a trzeci Marcin 11,7. Jeszcze dwóch zawodników ma dwucyfrową średnią – Uros 10,3 i Mateusz 10,2. Natomiast jeśli chodzi o efektywność w ataku to James przynosi najwięcej bo 0,8 pkt/min, trzech graczy ma ten wskaźnik na poziomie 0,6 – Chavaughn, Marcin i Uros a Mateusz nieco mniej bo 0,5pkt/min.

Najlepszym zbierającym jest… Chavaughn Lewis! 4,67 zebranych piłek na mecz. Niezbyt dobrze świadczy to o naszych środkowych – Darryl 4,63 a Romek 4,25. Średnia drużyny to 27,1, podczas gdy najgorszy pod tym względem zespół w zeszłym sezonie, czyli Asseco miał średnio 32,94. To ponad 5 zbiórek więcej! Trzeba koniecznie nad tym popracować.

Zdecydowanie najlepiej asystującym jest James – 4,63 asysty na mecz. Na drugim miejscu Chavaughn – 3,00 a na trzecim Michał – 2,30. Średnia asyst całej drużyny jest na podobnym poziomie co średnia w zeszłym sezonie.

W blokach nigdy nie byliśmy potęgą i na to też zanosi się w nadchodzącej kampanii. Średnia drużynowa to 1,80 bloku na mecz – w zeszłym sezonie 1,83. Indywidualnie nie ma niespodzianek, królują wysocy gracze. Darryl 0,75, Uros 0,60, Romek 0,38.

Przechwytów i strat nie ma co specjalnie roztrząsać indywidualnie. Strat wiadomo, że najwięcej ma ten, który ma najdłużej piłkę w posiadaniu. A tę oczywiście najczęściej posiadają Washington i Lewis. Ale stosunek przechwytów do strat jest już nieco bardziej wymierną statystyką. I takie właśnie ratio najwyższe ma Mateusz – 3,00. Co oznacza, że przy 15 przechwytach, ma tylko 5 strat. 0,94 Jamesa wskazuje na to, że jego straty i przechwyty się w zasadzie niwelują. Troszkę gorzej wygląda to u Chavaughna bo 0,81.

Skuteczność z rzutów wolnych, tutaj najlepsi są ci najlepiej punktujący. Washington znakomity wynik – 92%, na 37 rzutów spudłował tylko trzy. 44 razy rzucał Lewis a trafił 38 co daje 86%. Taką samą skuteczność ma Marcin, tylko prób nieco mniej – 25/29.

Skuteczność za dwa punkty. Znowu James – 72% przy 32 próbach. Lewis przy 57 próbach osiągnął 60% a Mateusz 56% przy 32 rzutach. Słabiutko sprawa wygląda u Urosa – tylko 46% (26/57) a z kolei Marcin trafia co trzeci taki rzut (11/33).

Za to z dystansu Dutkiewicz może poszczycić się najlepszą skutecznością na poziomie 45% (20/44). 13 celnych na 32 rzuty miał James co daje 41%. A 12 na 31 Chavaughn co daje 39%. Uros musi też popracować nad skutecznością (lub selekcją) rzutów za trzy punkty, gdyż próbował aż 38 razy a trafił tylko 13 (34%).

Na koniec trochę ciekawostek jak prezentowaliśmy się na tle rywali. Na początek dane, które pokrywają się z zapowiedziami – po kontrze zdobywaliśmy 12,4 punktów przy 7,5 rywali. To tylko potwierdza, że zespół nastawiony jest na szybką grę, właśnie z kontry. Z tym też związana jest statystyka dotycząca punktów po stratach, po naszej stronie 14,2 a po stronie przeciwników 10,6. Przy dość słabej postawie ofensywnej naszych podkoszowych zdobywaliśmy minimalnie więcej punktów niż przeciwnicy 30,0 – 29,2. To zasługa penetracji Jamesa i Lewisa. Bardzo kiepskie statystyki dotyczące zbiórek pokrywają się z tymi dotyczących punktów drugiej szansy. My tylko 6,7, przeciwnicy 10,9. I jeszcze punkty zmienników – tu sytuacja jest wyrównana. I my i rywale średnio po 28,2 oczek.

Cyferki, cyferkami, procenty, procentami. Statystyka przecież mówi, że 100% ludzi pijących wodę umiera. Jakiś podgląd te cyferki oczywiście dają ale przecież najważniejsza z tych statystyk to wynik 8 zwycięstw przy 5 porażkach. Nie musimy mieć w drużynie liderów ligi w poszczególnych kategoriach byle zespół miał na końcu sezonu więcej zwycięstw niż porażek. Na razie jednak skupmy się na najbliższym meczu, który już w najbliższą niedzielę!

Godzina 17:00

Hala Globus

Start Lublin vs Turów Zgorzelec

MUSICIE TAM BYĆ!

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dodając komentarz akceptujesz regulamin zamieszczania komentarzy w serwisie. Grupa Spotted Sp. z o.o. z siedzibą w Lublinie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.