Mieszkańcy Świdnika i Lublina od kilku tygodni z niepokojem obserwują wzmożoną aktywność żołnierzy na terenie Portu Lotniczego Lublin. Po naszej interwencji i przesłaniu pytań, Ministerstwo Obrony Narodowej zabrało głos w sprawie niespodziewanego powrotu wojska na cywilne lotnisko.
Z uzyskanych odpowiedzi oraz wypowiedzi wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza wynika, że obecność jednostek wpisuje się w budowę wielowarstwowej tarczy przeciwlotniczej oraz ochronę wschodniej flanki kraju.
Niespodziewany powrót i kontrowersyjne tabliczki
Obecność mundurowych na lubelskim lotnisku wywołała spore poruszenie, ponieważ pod koniec ubiegłego roku wojsko opuściło obiekt w Świdniku. Wówczas żołnierze stacjonowali tam tymczasowo z powodu remontu pasa startowego w Rzeszowie-Jasionce, po czym wrócili do swojej macierzystej bazy. Gdy w ostatnich tygodniach na płycie portu ponownie pojawiły się wojskowe posterunki i sprzęt, władze cywilnego lotniska nie udzielały wyjaśnień, odsyłając bezpośrednio do armii.
Dodatkowe emocje wśród pasjonatów lotnictwa wzbudziły nowe tabliczki zakazujące fotografowania samolotów i obiektów, które zawieszono na ogrodzeniu bez oznakowania terenu jako strefy wojskowej.
MON odpowiada naszej redakcji: Trwa ochrona polskiego nieba
W odpowiedzi przesłanej portalowi spottedlublin.pl resort obrony zaznacza, że operacje wojskowe w regionie są bezpośrednią konsekwencją trwającej za naszą granicą wojny oraz konieczności stałego monitorowania przestrzeni powietrznej w trakcie zmasowanych ataków rakietowych na Ukrainę.
– Siły Zbrojne RP posiadają różne rodzaje zdolności do zapewnienia osłony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej wyznaczonych obiektów, w tym aglomeracji miejskich. Budujemy zintegrowany, wielowarstwowy system obrony powietrznej. Tworzą go m.in. program Wisła, Narew, Pilica/Pilica+ oraz nowy program przeciwdronowy – przekazało naszej redakcji Ministerstwo Obrony Narodowej.
Resort podkreśla, że na ten cel przeznaczono ponad 200 mld zł, a rozmieszczenie jednostek odpowiada bieżącej ocenie ryzyka.
– Ochrona infrastruktury krytycznej wpisuje się w zasady i polskiego i sojuszniczego bezpieczeństwa. Ochrona takiej przestrzeni, jak rafineria w Płocku, ochrona całej aglomeracji, ochrona ludności, ochrona infrastruktury krytycznej, ochrona wojsk własnych – to wszystko ma swoją kaskadę działań. Podobne systemy są rozmieszczone pod Lublinem, gdzie też 37. Dywizjon Rakietowy Obrony Powietrznej pełni swoją służbę – wyjaśnia MON.
Kosiniak-Kamysz: Bronimy nieba tym, czym dysponujemy
Kwestię dyslokacji sił zbrojnych w strategicznych punktach kraju skomentował także wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podczas wystąpienia w rejonie odpowiedzialności 3. Warszawskiej Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej.
Szef resortu wskazał, że doświadczenia z frontu ukraińskiego wymuszają natychmiastowe rozmieszczanie dostępnych baterii przeciwlotniczych i przeciwrakietowych:
- systemy w gotowości: bieżące wykorzystanie dostarczonych już zestawów Patriot, Pilica oraz Narew,
- obszary strategiczne: obrona aglomeracji Lublina, Warszawy, Płocka oraz Rzeszowa,
- wsparcie sojusznicze NATO: m.in. holenderskie baterie Patriot osłaniające lotnisko w Jasionce oraz misje Eastern Sentry i Baltic Sentry.
Zobacz również
Nie ma bezpiecznej dawki w ciąży. Konferencja FAS w Lublinie bez tajemnic
Wypadek na budowie osiedla przy al. Warszawskiej. Mężczyzna trafił pod koła ciężarówki
Strefa H2O przy Al. Zygmuntowskich zyska patrona. Miasto upamiętni wybitną postać lubelskiego sportu
Cukrowni nie ma od 18 lat, a nazwa została. Dzielnica chce się jej wreszcie pozbyć
– To nie są, jak by się wydawało, tylko drony. To bardzo często są właśnie rakiety balistyczne czy manewrujące. Wtedy na reakcję są nie minuty, ale sekundy – podkreślił szef MON.
Ministerstwo zaznacza jednocześnie, że dokładne plany operacyjne, stopień gotowości oraz szczegółowe lokalizacje stanowisk ogniowych mają charakter ściśle tajny i nie podlegają publicznej komunikacji.
Najnowsze posty
Dodaj opinię