To jedyna uczelnia w Lublinie, która działa w pełni stacjonarnie na wszystkich kierunkach

Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie
Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie | fot. Dominik Wąsik

„Zostaliśmy ostatnia uczelnią w Lublinie, która działa w pełni stacjonarnie na wszystkich kierunkach. Rektor nie zgadza się na wykłady zdalne” – pisze w liście do redakcji studentka Uniwersytetu Przyrodniczego, apelując, by przywrócono hybrydową formę nauki.

Zajęcia stacjonarne na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie

W ostatnim czasie do naszej redakcji spłynęło mnóstwo listów dotyczących warunków, w jakich prowadzone są zajęcia na lubelskich uczelniach. Swoją opinią na temat funkcjonowania Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie podzieliła się z nami jedna ze studentek. Jej zdaniem zajęcia powinny jak najszybciej powrócić do formy hybrydowej.

Poniżej publikujemy pełną treść listu.

„Zostaliśmy ostatnią uczelnią w Lublinie, która działa w pełni stacjonarnie na wszystkich kierunkach. Reżim nie jest przestrzegany. Prowadzący zdejmują maski. Nie ma płynów dezynfekujących przy wejściu (są dozowniki, tyle że puste). Plany zajęć są dostosowane jak do zajęć hybrydowych, których nie ma. Rozłożone na cały dzień z 2-3-godzinnymi przerwami. Studenci 3 roku nawet nie mają, kiedy pisać prac licencjackich czy uczyć się do egzaminów zawodowych przez właśnie taki plan.

W dodatku uczelnia ciągle wybrania się, że wszystko działa w odpowiednim reżimie sanitarnym, ale tak jak napisałam, wyżej nikt tego nie pilnuje. Środków ochrony po prostu brak – mimo iż w województwo lubelskie jest na drugim miejscu pod względem zachorowań na covid. W salach siedzi po 20 osób przez 3 godziny co jest wręcz śmieszne. A uczelnia wciąż utrzymuje, że to jest „reżim”.

Powiązane: Koronawirus na Uniwersytecie Przyrodniczym. Studenci skarżą się na brak reakcji uczelni

Co więcej, uczelnia nie przestrzega nawet regulaminu, na co skarżą się nawet prowadzący. Grupy laboratoryjne powinny liczyć max 18 osób, a sięgają nawet 25. Prowadzący sami otwarcie mówią, że rektor nie zgadza się na wykłady zdalne (przy liczebnościach roku 120 osób), a sam wszelkie rady prowadzi zdalnie, aby nie być w otoczeniu zbyt dużej ilości osób”.

*

Chcesz podzielić się z nami swoją opinią? Napisz do nas! Na wasze listy czekamy pod adresem: redakcja @ spottedlublin.pl

10 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin zamieszczania komentarzy w serwisie. Grupa Spotted Sp. z o.o. z siedzibą w Lublinie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
  1. Erwin „Z nauki zdalnej ciężko było coś wynieść, dlatego jako studenci powinniśmy cieszyć się z możliwości studiowania stacjonarnie…” jeśli ktoś chce to i z nauki zdalnej coś wyniesie, ale trzeba mieć chęci żeby
    Student prowadzący zajęcia w praktyce powinni odsyłać osoby z kaszlem do domów, a ograniczenia co do akademików to jeszcze trochę a będzie trzeba tak zrobić
    Anonim „Tak się boją, a jakoś po klubach biegają i tam nikt się o swoje życie nie boi…” cały czas się boi o życie swoje i bliskich tylko jeśli uczelnia ma wywalone więc studenci wychodzą z takiego założenia że co za różnica czy w barze, klubie się zarazi czy na uczelni skoro prowadzący mogą mieć kontakt z osobami z zakażonymi i o tym wiedzieć ale i tak prowadząc zajęcia

  2. Jakie bidulki te studenty całe… Z tego co widziałem prowadzący sprawdzają czy wszyscy studenci mają maseczki na zajęciach. Maseczki są obowiązkowe ale wybaczcie Panie i Panowie- jesteście już dorośli… przynajmniej tak mówią wasze PESELE… czy prowadzący mają kontrolować to czy studenci zakładają maseczki? Czy prowadzący mają wypraszać osoby z kaszlem z zajęć? A pieluch wam nie trzeba już kontrolować? To może jeszcze apel o ograniczenie miejsc w akademikach i na stancjach do 1 osoby na pokój? To może strach przed wychodzeniem na zajęcia spowoduje że przestaniecie włóczyć się po barach i dyskotekach tylko zaszyjecie się w swoich norach i weźmiecie za naukę? Nie przeszkadzają wam spotkania, imprezy, balety w grupach ale na zajęciach strach się pokazać? Każdy kto ma odrobinę poczucia odpowiedzialności i boi się zakazić posiada własny płyn dezynfekcyjny. Poskarżyła się jedna ze studentek i myśli zaszachować tym rektora bo jej się nie chce na zajęcia chodzić… Przypominam że studia są dobrowolne… Nie pasuje sposób nauki? Nie pasują zajęcia, uczelnia, rektor? Można wrócić na wieś do prac polowych…

  3. studentUP, to otwórz oczy jak nie widzisz. Dosłownie na każdym kierunku jest ten cyrk, nie próbuj wmówić innym że wszyscy kłamią.

  4. Tak się boją, a jakoś po klubach biegają i tam nikt się o swoje życie nie boi…

  5. Z nauki zdalnej ciężko było coś wynieść, dlatego jako studenci powinniśmy cieszyć się z możliwości studiowania stacjonarnie. O przestrzeganie reżimu sanitarnego powinniśmy dbać wszyscy a nie tylko wymagać tego od prowadzących zajęcia.

  6. Śmieszne, bo z tego co wiem na UP pisze się pracę inżynierską, a nie licencjacka 🙂 i ja jako student uczelni nie widzę tego wszystkiego co opisane w „liście”

  7. Studenci przychodzący na zajęcia kaszlą (i to nie tak, że raz na jakiś czas, tylko notorycznie widać, że chorobowo, prawie „płuca wypluwają”) i zdejmują maseczki, a prowadzący nawet nie zwróci uwagi, bo po co. Brak kontroli maseczek, a co daje maseczka założona na brodę lub bez zakrycia nosa? Większość studentów wgl ich nie zakłada. Gdzie kontrole sanepidu i policji? W mpk potrafią, to zapraszamy na uczelnie. Tylko jednostki dezynfekują ręce przy wejściu na teren uczelni. Bawmy się dalej. Coraz więcej osób zakażonych. Nie ma to jak siedzieć na auli w ponad 80 osób, bo wykład jest OBOWIĄZKOWY i jest lista. Ludzie przeziębieni przychodzą na ćwiczenia, bo muszą – nadal obowiązuje limit nieobecności jak przed pandemią-przekroczysz go zostaniesz skreślony z listy studentów. Aule nie są wietrzone ani dezynfekowane, pomimo zapewnień ze strony uczelni, że po każdej grupie tak jest. Grupy wchodzą jedna po drugiej do sal. Prowadzący mówią, że prowadzili zajęcia na kierunkach, gdzie były osoby zarażone i idą na inne zajęcia, do innych kierunków. Władze innych uczelni potrafią podjąć decyzję o hybrydowym, tylko u nas udajemy, że nic się nie dzieje i zamiatamy wszystko pod dywan. Dużo by jeszcze pisać, ale co to da…

  8. Jak zwykle władzę uczelni ignorują sytuację. Brak działań to chyba nie troska o studentów .

  9. Nie wspominając o tym, że większość zajęć jest prowadzonych z użyciem prezentacji multimedialnych, które z powodzeniem mogłyby być prowadzone zdalnie. Mój plan przewiduje półtorej godziny zajęć praktycznych w tygodniu, reszta to przegadane przez prowadzącego wykłady. Zarażamy się od siebie, a nie każdy z objawami robi testy.

  10. To fakt że uczelnia nie przestrzega żadnych zasad. Płyny do dezynfekcji to początek góry niedopatrzeń. Osoby przeziębione przychodzą na zajęcia A w salach jest więcej osób niż powinno.