Koncerny farmaceutyczne – misja czy interes? Gra o Zdrowie cz. 2 

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad skutkami ubocznymi fenomenalnych leków? Czy na ulotkach są wyłącznie prawdziwe informacje? Czy lekarze naprawdę tak dobrze znają się na wszystkim? Czy myśleliście o tym, że możecie być zdrowi bez łykania tych wszystkich kolorowych pigułek?   Koncerny farmaceutyczne – misja czy interes? Gra o Zdrowie cz. 1 To, jakie cele stawia […]

Redakcja

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad skutkami ubocznymi fenomenalnych leków? Czy na ulotkach są wyłącznie prawdziwe informacje? Czy lekarze naprawdę tak dobrze znają się na wszystkim? Czy myśleliście o tym, że możecie być zdrowi bez łykania tych wszystkich kolorowych pigułek?

 

To, jakie cele stawia przed sobą inwestor powołując do życia przedsiębiorstwo, jest chyba dla każdego jasne. Chce przede wszystkim, by przedsięwzięcie przynosiło zyski, a majątek firmy rósł. Wachlarz narzędzi, jaki zostanie użyty do odniesienia sukcesu, będzie różny w zależności od prawnych ograniczeń oraz zasad i wartości, jakimi dany przedsiębiorca się kieruje. Innego stylu prowadzenia firmy możemy się spodziewać po religijnej bizneswoman z prowincji, a innego po gangsterze z Pruszkowa. Wydaje się zatem istotne dowiedzieć, jacy ludzie stawiali podwaliny pod współczesną farmację.

 

Cofnijmy się do końca lat dwudziestych ubiegłego wieku, kiedy to światowy rynek farmaceutyczny po latach konsolidacji zdawał się być już podzielony między dwóch potężnych graczy. Pierwszym z nich był wielki amerykański koncern petrochemiczny Standard Oil, a drugim niemiecki kartel I.G. Farben. W 1927 roku obie firmy podpisały porozumienie o współpracy, które między innymi miało na celu dalsze konsolidowanie rynku farmaceutycznego, jego wspólny rozwój oraz zwalczanie konkurencji bazującej na alternatywnych dla produktów farmacji substancjach. Przyjrzyjmy się zatem, kto stał za petrochemicznym amerykańskim gigantem.

 

John D. Rockefeller – postać legendarna, o genialnym, makiawelicznym umyśle. Zaczynając swoją przygodę z biznesem z niewielkimi oszczędnościami, w ciągu kilku dekad stał się najbogatszym człowiekiem w USA, monopolizując po drodze rynek petrochemiczny oraz farmaceutyczny. Na sukces ten, nie tylko złożyła się legendarna pracowitość, wytrwałość i błyskotliwy umysł. John D. Rockefeller podobnie, jak wcześniej jego ojciec William Rockefeller zwany nie bez przyczyny Devil Billem oraz syn John D. Rockefeller Jr., byli przede wszystkim bezwzględnymi, wyzutymi z jakichkolwiek skrupułów biznesmenami. O ile większość działań Johna seniora uderzających w konkurencję można było określić kolokwialnym „poniżej pasa”, o tyle spora część praktyk, jak na przykład korumpowanie polityków, urzędników, wymiaru sprawiedliwości, były już działaniami niezgodnymi z prawem.

 

Dalsza część materiału na kolejnej stronie

Jeszcze większy ciężar gatunkowy miał udział w kartelu opiumowym, dzięki któremu Rockefellerowie zapewniali sobie ogromne środki na szybką ekspansję, a już prawdziwą zbrodnią było wysadzenie w kopalni należącej do Rockefellera Juniora strajkujących robotników wraz z ich żonami i dziećmi. Nie była to pierwsza „zabawa” z dynamitem rodziny Rockefellerów. Senior wcześniej pozbył się wyjątkowo upartego konkurenta, aranżując dużą eksplozję w jego firmie wydobywczej. Nie można też pominąć bliskiej współpracy z nazistami zarówno przed wojną, jak i w jej trakcie. Standard Oil dostarczał niemieckiej machnie wojennej między innymi paliw, w tym lotniczego dla Luftwaffe, na którego produkcję posiadał patent.

 

I.G. Farben, w którym duże zaangażowanie kapitałowe miały Standard Oil, DuPont, oraz rodzina Rotshildów, w latach 1933–1934 wsparło finansowo nazistów kwotą 84,2 mln marek, które przekazano bezpośrednio na cele NSDAP. Dzięki temu wsparciu członkowie kierownictwa I.G. Farben mogli zająć wysokie stanowiska w państwowych instytucjach koordynujących niemiecką gospodarkę wojenną. Dr Rath na podstawie analizy dokumentów Norymberskiego Trybunału Wojennego, sformułował tezę, że II wojna światowa została przygotowana nie w Berlinie, lecz centrali kartelu we Frankfurcie i była ona częścią planu ekspansji przemysłowego giganta, a naziści stanowili jedynie narzędzie jego realizacji. Taki punkt widzenia wspiera fakt, że nie kto inny, jak sam Carl Krauch – przewodniczący zarządu I.G.Farben, został szefem biura planowania i stworzył tzw. plan Goehringa na lata 1936-1940, przygotowujący Niemcy do wojny.

 

W latach II wojny światowej pozycja I.G. Farben wzrosła do tego stopnia, iż przedsiębiorstwo stało się głównym filarem gospodarki surowcowej III Rzeszy. Koncern zatrudniał masowo więźniów obozów koncentracyjnych i wywiezionych na pracę przymusową. Stworzył także własną sieć zakładów pracy zlokalizowanych przy tych obozach, między innymi w Auschwitz-Birkenau, gdzie przewinęło się w latach czterdziestych ok. 300–500 tysięcy więźniów, z których większość po niewolniczej, wyniszczającej pracy została wymordowana. W 1944 zatrudnienie w tym obozie osiągnęło poziom 83.000 przymusowych robotników. I.G.Farben opłacało korzystanie z niewolniczej siły roboczej wprost do skarbu SS.

 

Dalsza część materiału na kolejnej stronie

Na zlecenie koncernu lekarze obozowi prowadzili liczne eksperymenty medyczne i pseudomedyczne (np. wstrzykiwanie benzyny syntetycznej w serce). Do tego celu w Auschwitz-Birkenau stworzono olbrzymie laboratoria. Z firmą Bayer, będącą jedną z części I.G. Farben ściśle współpracowali zbrodniarze w białych fartuchach, między innymi dr Mengele, prof. Clauberg, dr Schuman, dr Kashub, prof. Kremer, dr Vetter, którzy na więźniach badali tolerancję produkowanych przez Bayer leków, oraz wpływ różnych patogenów i szkodliwych substancji. Opracowywali chemiczne metody sterylizacji, by na masową skalę ograniczać populację narodów słowiańskich, Cyganów i Żydów. Z obozów koncentracyjnych dostarczano więźniów i więźniarki, do laboratoriów koncernu w Niemczech, i tam również poddawano ich podobnym badaniom, które bardzo często kończyły się śmiercią. Dla I.G. Farben pracowało wielu niemieckich naukowców, między innymi chemik i przedsiębiorca Fritz Ter Meer, czy też posiadacz patentu na cyklon B Carl Wurster.

 

W latach 1947–1948 odbył się tzw. „proces IG Farben”. Z powodu wagi zarzutów o zbrodnie wojenne I.G. Farben uważany był przez aliantów za zbyt zdeprawowany i zdemoralizowany, aby dalej funkcjonować. Rozważano zatem całkowite zlikwidowanie koncernu i konfiskatę jego aktywów. Ostatecznie jednak zaniechano likwidacji, gdyż potężni udziałowcy kartelu, mieli ostatnie słowo w tej kwestii. 24 dyrektorów koncernu stanęło przed amerykańskim trybunałem wojskowym, ale jedynie 13 z nich zostało skazanych na szokująco niskie kary pozbawienia wolności (od 6 miesięcy do 8 lat).

 

W 1951 podzielono koncern na przedsiębiorstwa, które pierwotnie weszły w skład kartelu. Z firm założycielskich pozostały tylko cztery: Agfa, BASF, Bayer i Hoechst, które wchłonęły te mniejsze. Większość pracowników będących bezpośrednio, lub pośrednio zaangażowanych w zbrodnicze badania i eksperymenty, zachowała swoje posady. Wielu oskarżonych, po skróconych dzięki dobremu sprawowaniu wyrokach, powróciło szybko na intratne stanowiska. Przykładowo Carl Wurster, podczas II wojny światowej szef firmy chemicznej produkującej gaz Cyklon B, już w 1952 został prezesem chemicznego giganta BASF, gdzie wziął pod swoje skrzydła i wypromował Helmuta Khola – późniejszego kanclerza Niemiec. Proszę zwrócić uwagę, że mowa tu o człowieku, który opatentował, produkował i zarabiał na substancji służącej do masowej eksterminacji ludzi.

 

Dalsza część materiału na kolejnej stronie

Innym zbrodniarzem, którego doświadczenie i wyjątkowe kwalifikacje zostały docenione, był Fritz Ter Meer, skazany w Norymberdze za ludobójstwo i zmuszanie do pracy niewolniczej w Auschwitz. Właściciele firmy Bayer uznali, że będzie najlepszym kandydatem, by dbać o rozwój biznesu i w 1956 roku zatrudnili go na stanowisku prezesa firmy, które piastował ponad 10 lat. Taka polityka doboru kadr zaowocowała wieloma przestępczymi działaniami koncernu już po wojnie, jak choćby finansowanie i podsycanie, zbrojnego konfliktu w Demokratycznej Republice Konga, przez spółkę H.C. Strack należącą do firmy Bayer, by od walczących frakcji kupować za bezcen koltan – rzadki minerał wydobywany w Kongo. Warto też dodać, że Fritza Ter Meera uważa się za twórcę Codex Alimentarius, który jest zbiorem przyjętych w skali międzynarodowej norm żywności, kodeksowych praktyk, zaleceń i wytycznych wykorzystywanych przez urzędowe służby kontroli, przemysł rolno-spożywczy oraz środowiska naukowe.

 

Wiemy już co nieco o tych, którzy budowali farmaceutyczne imperium. Mamy jako takie wyobrażenie o ich moralności, talentach oraz rozmachu, z jakim działali. Innymi słowy mamy idealnych podejrzanych i dobry motyw, a co z „corpus delicti”? Czy ktoś zastanawiał się dlaczego pomimo wielu dekad intensywnych wysiłków naukowców, ogromnych nakładów na badania, ludzie są coraz bardziej chorzy?

 

Średnia długość życia co prawda się wydłuża, choć dzieje się to przede wszystkim za sprawą zmniejszonej śmiertelności niemowląt, trzeba jednak zauważyć, że ludzie coraz wcześniej zaczynają swoją walkę o zdrowie, zmagając się z przewlekłymi schorzeniami wymagającymi regularnych wizyt w gabinetach lekarskich i niekończących się wydatków na leki, które nie leczą, a jedynie pozwalają funkcjonować. Jednak nie tylko starsi ludzie, to stali klienci branży. Coraz większą liczbę dzieci dotykają różnego rodzaju alergie, problemy neurologiczne i nawracające infekcje. Trudno sobie wyobrazić lepsze okoliczności dla prosperowania farmaceutyczno – medycznego biznesu.

 

Ciąg dalszy nastąpi…

Autor: Dariusz Bolibok

Wybrane dla Ciebie