Bracia Jakub i Bartłomiej Bednarczyk z Lubartowa weszli na Kazbek i Elbrus

Jakub i Bartłomiej wyruszyli, by zdobyć dwa pięciotysięczniki w rozległym Kaukazie. Pierwszą górą na, którą postanowili wejść był Kazbek, mierzący 5033 m n.p.m. Lodowy szczyt znajduje się w Gruzji i jest trzecim co do wysokości wzniesieniem tego kraju.

 

O tym jak przebiegła wyprawa braci mogą Państwo przeczytać poniżej. Pierwsza cześć ich relacji dotyczy pobytu w Gruzji. Przypomnijmy, że podróż odbyła się pod naszym patronatem.

 

Początek wyprawy

Po niespełna trzy godzinnym locie wylądowaliśmy na lotnisku w stolicy – Tbilisi, a po kolejnych trzech godzinach jazdy wynajętym autem, dojechaliśmy do miasteczka Stepancminda (dawniej Kazbegi), miejsca, skąd rozpoczyna się droga w kierunku szczytu Kazbek. Odległość między lotniskiem a położonym na wysokości 1750 m n.p.m. osiedlem typu miejskiego to 170 kilometrów. Trasa niezwykle urokliwa, przebiegająca górami Kaukazu, posiadająca liczne podjazdy i zawiłe serpentyny. Pierwszy dzień objawił się piękną pogodą i optymistycznymi prognozami, ale tylko do czwartku. Wobec tego, po przepakowaniu rzeczy i śniadaniu wyszliśmy od razu w góry. Pierwotnie plan zakładał wyjście w drogę, dnia kolejnego, jednak w takim przypadku mogło by być już za późno. Atak szczytowy wypadałby na dzień, w którym przyszło by załamanie pogody, stąd przyśpieszone wyjście na szlak. Z ważącym ponad 30 kilogramów plecakiem wyruszyliśmy pieszo z miasteczka Stepancminda w kierunku słynnego klasztoru Cminda Sameba, znajdującego się na wysokości 2170 m n.p.m. Do tego miejsca można również dotrzeć wynajętym samochodem, oczywiście z tego ułatwienia zrezygnowaliśmy i całą trasę pokonaliśmy siłą własnych mięśni. Dodatkowym ułatwieniem, z jakiego można skorzystać w przypadku zdobywania góry Kazbek, jest transport ekwipunku na koniach do bazy. Zgodnie twierdzimy, że ułatwianie sobie wejścia na szczyt jest pozbawione sensu, a z takich rozwiązań korzystają głównie klienci komercyjnych wypraw. Na klasztornym wzgórzu, można spotkać bardzo dużą liczbę turystów z całego świata, także z Polski. W tym miejscu uzupełniliśmy zapasy wody, które w panujący tego dnia upał, szybko znikały. Kolejnym charakterystycznym celem po drodze była przełęcz Arsha (2940 m n.p.m.), na której znajduje się murowana kapliczka. Z tego miejsca przy dobrej widoczności można po raz pierwszy ujrzeć lodowiec Gergeti, a także miejsce pierwszego noclegu w górach – tzw. „Saberdzie”.  To położna na wysokości ok. 3000 m n.p.m. zielona, równa polana, która stanowi idealne miejsce na rozbicie namiotów. Spędziliśmy tutaj pierwszą noc w górach, uzasadniając to powolnym zdobywaniem wysokości i lepszą aklimatyzacją.

 

Upalna niedziela

Drugi dzień wyprawy to wymarzona pogoda, która na szczęście utrzymywała się do końca pobytu w Gruzji. Poranek wyglądał bardzo podobnie jak większość dni wyprawy. Pakowanie plecaka, zwijanie namiotu, uzupełnienie wody, śniadanie i zdobywanie kolejnych metrów wysokości. Podczas niedzielnego wyjścia naszym celem było dotarcie do budynku byłej Meteo Stacji na wysokości 3650 m n.p.m. To stary budynek, w około, którego znajduje się spora liczba rozbitych namiotów. Można to miejsce śmiało nazwać bazą główną pod górą Kazbek. Stacjonuje tutaj również ekipa Polskich ratowników medycznych i górskich, niosących pomoc w trudnych sytuacjach. Droga do tego miejsca, wiodła min. przez łatwiejszy odcinek lodowca Gergeti. Szczeliny na tym etapie są bardzo widoczne i z technicznego punktu widzenia ten kawałek, przy dobrych warunkach pogodowych, nie sprawia problemów.

Droga ta, jest również o tyle ciekawa, że przed oczami ciągle widniał nasz cel, wygasły wulkan, zwany przez lokalną ludność – lodowym szczytem. Świadomość tak bliskiej obecności z górą, na zdobycie, której czekało się tak długo,  było bardzo pozytywnym uczuciem i dawką dodatkowej energii. To nie tylko sam fakt wejścia na szczyt, ale także sprawdzian dla organizmów przed kolejnymi, trudniejszymi wyprawami. Po dotarciu na miejsce drugiego noclegu, rozbiliśmy namiot i na małej górskiej kuchence przyrządziliśmy posiłek. Podczas całej wyprawy, głównym elementem wyżywienia była specjalna żywność liofilizowana, która jest lekka i wystarczy zalać ją tylko wrzątkiem.

 

Aklimatyzacja, czyli przygotowanie organizmu

Poniedziałek był bardzo istotnym dniem podczas zdobywania góry Kazbek. Z samego rana przenieśliśmy swoje jedynie schronienie na wysokość 3850 m n.p.m. Było to miejsce w pobliżu czarnego krzyża, jednego z punktów orientacyjnych na całej drodze. Namiot został rozbity wśród kamieni, z dala od tłocznego budynku meteo stacji i w pobliżu małego potoku, zapewniającego dostęp do bieżącej wody. Co w warunkach takiej wyprawy, jest o tyle ważne, że nie trzeba za każdym razem czy to przygotowując posiłek czy picie, topić sporej ilości śniegu. Jak wiadomo jest to bardzo czasochłonne zajęcie. W tym miejscu pozostawiliśmy większość ekwipunku i z lekkim plecakiem, udaliśmy się na wyjście aklimatyzacyjne. Jest to czynność mająca na celu przyzwyczaić organizm człowieka do przebywania na dużych wysokościach, gdzie panują warunki inne niż te na, których obecnie funkcjonujemy.  Wyjście do wysokości ok. 4300 m n.p.m. miało także jeszcze jedno ważne zadanie. Był to odcinek drogi, który mieliśmy do pokonania w nocy, dnia następnego, podczas ataku szczytowego.  Istotne było rozpoznanie tego fragmentu właśnie podczas dobrej widoczności. W górach tego typu brak oznaczeń trasy, więc jesteśmy zdani na dobrą orientację w terenie i dobre przygotowanie w drodze na szczyt. Po rozpoznaniu lodowca wróciliśmy do namiotu by zregenerować szybko siły i w nocy wyjść w kierunku szczytu.

 

Wtorek – szczęśliwym dniem

Najważniejszy etap rozpoczęliśmy o godzinie 2:00 w nocy. Początkowo towarzyszyło nam piękne, bezchmurne niebo, pełne gwiazd. Bardzo ważną zasadą, którą należy przestrzegać w górach Kaukazu jest dotarcie na szczyt wcześnie rano. Powodem takiego postępowania, są częste załamania pogody występujące wczesnym popołudniem. I  właśnie, dlatego nasza droga przez sporą część czasu oświetlana była przez czołówki, znajdujące się na kaskach. Spory odcinek tej trasy to przypominający inną planetę, zbiór masy kamieni, piasku, piargu, piękny powulkaniczny krajobraz. Po pokonaniu odcinka przy morenie bocznej lodowca, należało pokonać również po ciemku, jeden z bardziej wymagających uwagi momentów. A mianowicie lodowiec, który posiadał bardzo dużą ilość szczelin, był jednak dość „czytelny” i nie spowodował żadnych pobłądzeń. Wyjście na śnieżne plateu (rozległe pole śnieżne) to początek coraz lepszej widoczności. Trasa dalej przybierała formę długiego trawersu i stromego podejścia po śniegu. Po wejściu w ten etap na chwilę zaczął padać śnieg i grad, było to jednak tylko chwilowe i znane nam zjawisko, mające miejsce w poprzednie dni. Potem już tylko słoneczna pogoda towarzyszyła nam, aż do samego szczytu. Otwierające się coraz bardziej, rozległe widoki na Kaukaz dawały poczucie, że jest to właściwe miejsce, to w którym się znajdowaliśmy. W pewnym momencie spojrzeliśmy na zegarek wskazujący obecną wysokość. Zatrzymaliśmy się za kilka metrów tylko na chwilę, a dlatego, że była to wysokość 4809 m n.p.m., czyli tyle ile mierzy Mont Blanc – najwyższy szczyt Alp i zarazem całej Europy. Rok temu właśnie tam dotarliśmy najwyżej. Jednak za kilka chwil udało nam się złamać kolejną granicę w górach, mianowicie granicę 5000 m. Od tego momentu było już bardzo blisko, kawałek stromej, oblodzonej ścianki i znaleźliśmy się na szycie Kazbek o godzinie 8:22, czasu gruzińskiego. Jego dokładna wysokość to 5033 m n.p.m. To trzecia co do wysokości góra całej Gruzji.

Był to dla nas osobiście mały krok w kierunku najwyższych celów, które są częścią naszego projektu: Mate Mountains. Pozostawała jeszcze droga w dół, która przebiegła bezproblemowo. Z powrotem dotarliśmy do namiotu o godzinie 13.10, a cały atak szczytowy trwał ok. 11 godzin. W związku z tym, że byliśmy w dobrej formie fizycznej, jeszcze tego dnia, po złożeniu biwaku udaliśmy się drogą w dół, do budynku meto stacji, by tam rozłożyć swój namiot i pozostać na noc.

 

Droga powrotna

Środa to droga w dół, do miasteczka Stepancminda. Po niespełna 5 godzinach marszu, dotarliśmy do miejsca, gdzie zaczęliśmy swoją przygodę z górą Kazbek. Kolejny dzień pozostaliśmy w Gruzji, by zakosztować tutejszej kuchni i przygotować sprzęt oraz plecaki, do wyjazdu do Rosji.

O tym jak przebiegła droga na drugi „Kaukaski Kolos” – Elbrus, będą mogli Państwo niebawem przeczytać w drugiej części relacji.



WASZE KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dodając komentarz akceptujesz regulamin zamieszczania komentarzy w serwisie. Grupa Spotted Sp. z o.o. z siedzibą w Lublinie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.