wySTARTowali z przytupem!

fot: Przemek Gąbka, źr: facebook Start Lublin

Po raz pierwszy od powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej pokonaliśmy PGE Turów Zgorzelec! Inaugurację sezonu 2017/18 w Lublinie można zatem uznać za udaną. Choć nie było lekko…

3 miesiące oczekiwań, ok. 3698 godzin nadziei, mniej więcej 221880 minut wiary w to, że Start od samego początku zatrze fatalne wrażenie po nieudanym, ostatnim w zeszłej kampanii, przegranym meczu z Siarką Tarnobrzeg. W końcu zmagania o ligowe punkty wróciły! W niedzielne popołudnie na Globusie stawiło się 2500 fanów i dwie drużyny, jakże inne niż w poprzednim sezonie.

Startowa piątka zaprezentowała się nam w zestawieniu: James, Chavaughn, Mateusz, Uros i Romek. Mimo, że pierwsze trafienie zaliczyli goście to chwilę później trójką odpowiedział Lewis i lublinianie objęli prowadzenie, którego już nie oddali do końca tej kwarty. Dzięki dobrej defensywie, na 3 minuty przed końcem tej odsłony, przewaga sięgnęła aż 12 punktów 19:7. Ale od tego momentu trybiki w dobrze działającej maszynie delikatnie się zatarły. Do tego stopnia, że jeszcze w pierwszej ćwiartce goście doszli nas na 3 oczka 22:19.

Druga kwarta to kompletny chaos w szeregach naszej drużyny zarówno w obronie, jak i na połowie przeciwnika. Nie wiedzieć czemu, Start za wszelką cenę starał się zdobywać punkty z pomalowanego, odpalili jedynie 3 nieudane próby z dystansu i 2 z półdystansu. Defensywa Zgorzelczan szybko się przyzwyczaiła do tego stylu gry, zagęścili środek i suma summarum pozwolili nam zdobyć tylko 14 punktów. Sami zdobyli ich 26, w tym 11 sam Jakub Patoka. Przerwę w meczu spędziliśmy na nerwowym rozmyślaniu o tym, cóż przyniesie nam kolejne 20 minut, bo 36:45 to wynik, który dawał do myślenia ale bardziej niż wynik martwił styl gry naszej drużyny.

fot: Przemek Gąbka, źr: facebook Start Lublin

Na całe szczęście sprawdziło się to co widywaliśmy w meczach sparingowych a co było nasza piętą achillesową w poprzednim sezonie – walka w końcówkach i generalnie lepsza gra w drugiej połowie meczu. Ponownie rozciągnęliśmy grę, znów zaczęła funkcjonować obrona i z minuty na minutę przewaga gości topniała. Do punktujących Jamesa i Lewisa dołączyli Dziemba i Dutkiewicz i na chwilę przed zakończeniem trzeciej kwarty objęliśmy nawet prowadzenie ale trafienie za trzy Myles’a Macka niemal z końcową syreną utrzymało Turów na powierzchni i przed ostatnim starciem było 59:61.

Początek czwartej kwarty to znów dobra gra gości a głównie Macka. Po dwóch i pół minutach ich prowadzenie sięgnęło 7 punktów 63:70. Natenczas Dziemba

chwycił na taśmie przypięty
Swój róg bawoli, długi, cętkowany, kręty
Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął,
Wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął,
Zasunął wpół powieki, wciągnął w głąb pół brzucha…

…I trafił trójkę dając sygnał do szarży całej drużynie. Do ataku przystąpili i Lewis i James i Marcin, w Urosu zawrzała bałkańska krew, zaciekle walczył o każdą piłkę i gestami zagrzewał publiczność do boju. Globus dał się ponieść. Wszystko to skutkowało runem 14:0 i na 4 minuty przed końcem prowadziliśmy 77:70. Tury nie miały zamiaru się poddać ale na szczęście zdołaliśmy utrzymać przewagę. Ostatnie punkty z gry dla czerwono-czarnych zdobył Chavaughn na 1:44 do końca. Wynik wtedy brzmiał 81:75. Kolejna minuta na 0:0 ale za drugi niesportowy faul boisko musiał opuścić Myles Mack, co było dla nas dobrą wiadomością, bo był to najlepszy strzelec gości w tym meczu. Scenariusz na ostatnie 55 sekund był jasny – goście musieli faulować, liczyć na nieskuteczność naszych zawodników na linii rzutów wolnych i sami musieli trafiać. I trafiali. Na szczęście my też. 4 celne osobiste Jamesa, 4 Marcina i 2 Chavaughna, a w odpowiedzi dwie akcje 2+1 Zgorzelczan oraz lay-up Hana i wynik końcowy – 91:83.

fot: Przemek Gąbka, źr: facebook Start Lublin

Inauguracja nerwowa ale ważne, że udana. Od powrotu do ekstraklasy nie wygraliśmy pierwszego spotkania, od powrotu nie wygraliśmy też ze Zgorzelcem. Liczymy na dalsze przełamywanie negatywnych tendencji. 26 punktów i 6 zbiórek (najwięcej w drużynie) Lewisa, 25 zbiórek i 12 asyst Jamesa – czyli dwururka z Lublina zgodnie z przewidywaniami. 12 punktów Marcina, 10 Mateusza i 10 Urosa – tutaj również wszystko zagrało tak jak powinno. Niestety nadal martwi postawa centrów – Romek 4 punkty i 1 blok, Darryl 4 punkty i 2 przechwyty ale obaj tylko po dwie zbiórki. Cieszy fakt, że mimo to wygraliśmy tablicę 27:25 ale nie zawsze tak będzie, panowie wysocy – czas się budzić! Cieszy fakt, że wygraliśmy z drużyną, która miała 64% skuteczności z dystansu, że powstrzymaliśmy Stefana, który zna przecież tą halę (0 pkt, 2zb przy niemal 25 minutach na parkiecie) ale widać było, że czegoś brakuje. Może to trema, presja przed pierwszym meczem ale odniosłem wrażenie, że to jeszcze nie jest pełnia tego co nam może pokazać nasza drużyna. Zobaczymy jak zaprezentują się w najbliższą niedzielę, bo wtedy właśnie o 15:30 rozpocznie się starcie na trudnym i gorącym terenie w Słupsku, gdzie ugoszczą nas Czarni. Na papierze jest to zupełnie inny skład niż w zeszłym roku ale nie będzie łatwo bo kibice w Gryfii to naprawdę szósty zawodnik drużyny. Ciekawe jak się na to zapatruje Chavaughn… 😉

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dodając komentarz akceptujesz regulamin zamieszczania komentarzy w serwisie. Grupa Spotted Sp. z o.o. z siedzibą w Lublinie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.