Koncerny farmaceutyczne – misja czy interes? Gra o Zdrowie cz. 3

Choroby cywilizacyjne, nazywane również chorobami XXI wieku, to globalnie i powszechnie występujące schorzenia. Obecnie problem ten dotyka głównie państw szybko rozwijających się i wysoko rozwiniętych.

 

Czytaj także: Koncerny farmaceutyczne – misja czy interes? Gra o Zdrowie cz. 2

 

Choroby cywilizacyjne i przewlekłe stały się plagą państw bogatych, w których obywatele już od urodzenia korzystają obficie z opieki, jaką nad nimi roztacza służba zdrowia finansowana z ich własnej kieszeni poprzez system obowiązkowych ubezpieczeń społecznych. Za najbardziej schorowane społeczeństwo na świecie uważa się rodaków Johna D. Rockefellera. Większość statystyk zdaje się potwierdzać tę opinię.

 

Amerykanie przodują w ilości zdiagnozowanych schorzeń psychicznych oraz neurologicznych, są w czołówce zachorowań na nowotwory, cukrzycę oraz są jednym z najbardziej otyłych narodów świata. Zjawisko to tłumaczy się tym, że Amerykanie „źle się prowadzą” paląc, pijąc i stosując przemoc”. Panuje też stereotyp, że statystyczny mieszkaniec USA, to wielki amator fast foodów. Dane jednak nie potwierdzają takich założeń.

– Spożycie tłuszczy zwierzęcych w USA jest stosunkowo niskie (piąte miejsce wśród krajów o najniższym spożyciu tłuszczy zwierzęcych wśród 20 krajów uprzemysłowionych w grupie wiekowej 55-64 latków) i trzecie wśród krajów których osoby pomiędzy 50 a 75 rokiem życia mają najniższy poziom cholesterolu.

– Proporcje między palącymi kobietami wahają się między 14% w Japonii, 41% w Danii i 24% w USA. Jeśli chodzi o mężczyzn jest to odpowiednio 26% w Szwecji, 61% w Japonii i 28% W USA.

– USA zajmuje piąte miejsce jeśli chodzi o umiarkowane spożycie napoi alkoholowych.

– Dość dobrze wypadają też pod względem aktywności fizycznej na tle innych narodów.

 

Dalsza część materiału na kolejnej stronie

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dodając komentarz akceptujesz regulamin zamieszczania komentarzy w serwisie. Grupa Spotted Sp. z o.o. z siedzibą w Lublinie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
  1. Szkoda że „autor” tak nieudolnie nagina rzeczywistość. Tak, prof. Religa powiedział takie słowa, ale także i wytłumaczył o co chodziło – w ciągu pierwszych kilku dni śmiertelność rzeczywiście byłaby mniejsza – skoro nie odbywają się żadne zabiegi i operacje, nie ma powikłań. Natomiast w dłuższej prespektywie śmiertelność zwiększyłaby się lawinowo – o tym panDarek już zapomniał wspomnieć.

    Średnia lekarzy nikogo nie powinna dziwić, jeżeli wie, iż w Polsce jest najniższa średnia lekarzy na 1000 tysięcy mieszkańców w całej UE. Ileż to razy słyszeliśmy o zgonie lekarza z powodu przepracowania, po 96 godzinach ciągłego dyżuru.

    Generalnie caly „artykuł” (czy raczej notka) zbudowany jest na niewiedzy, fantastycznych teoriach spiskowych i naginaniu rzeczywistości.

    1. Chętnie zapoznam się z tym tłumaczeniem prof. Religi, bo jeśli chodzi o jego wypowiedź w sejmie, którą na siłę i wbrew logice można zinterpretować, jak to Pan przedstawił, to bez zbędnego naciągania, wnioski na podstawie tejże wypowiedzi bardziej wspierają tezę przedstawioną w artykule. Poza tym, takie przypadki miały miejsce również w innych krajach. Przy generalnym strajku służby zdrowia znacznie spadała śmiertelność w 1976 r , w Izraelu, w Bogocie (Kolumbia), w L.A. (USA) i jeszcze jednym miejscu, które w tej chwili wypadło mi z pamięci.

      Średnia życia lekarzy nie powinna dziwić tych, którzy dobrze znają historię kształtowania systemu edukacji medycznej oraz zjawisko jatrogenii . Zresztą, zjawisko to tłumaczy również dlaczego w trakcie strajków służby zdrowia śmiertelność drastycznie spada. Większość polskiego społeczeństwa, to ludzie przepracowani i zestresowani i lekarze się zbytnio na tym tle nie wyróżniają, co więcej lekarzy w mniejszym stopniu dotyka stres egzystencjonalny, który jest udziałem tak wielu Polaków. To, że pojedynczy lekarze zapracowali się na śmierć, nie znaczy, że można takie przypadki ekstrapolować na całą grupę zawodową. Swoją drogą, ciekawe, jak by wyszły badania toksykologiczne u tych lekarzy, gdyby zostały przeprowadzone podczas sekcji. Osobiście znam kilkoro lekarzy i żadne z nich się nie przemęcza.

      Generalnie zanim wypowie się Pan, na temat całego artykułu, proszę się z nim najpierw zapoznać. Jeszcze kilka części się pojawi, a na końcu będzie bogata bibliografia. Jeśli Pan do niej sięgnie, to przekona się, że żadne fantastyczne teorie spiskowe w moim artykule się nie pojawiają. Co najwyżej możemy się różnić w interpretacji, ale w kontekście opisanych faktów moja interpretacja wydaje się być spójna i logiczna i podejrzewam, że to pańska wymaga naginania rzeczywistości. Pierwotnie artykuł miał ponad dwukrotnie większą objętość, ale skróciłem znacznie na potrzeby „druku”. Z uwagi na cięcia, może się Panu wydać w niektórych miejscach lakoniczny, ale jeśli sięgnie Pan do podanych źródeł sam będzie Pan mógł uzupełnić braki. Proszę wykazać się cierpliwością.